Kwiatki, fiołki z papieru

Na początku kwietnia zamieszczałam wpis jak zrobić forsycje z opakowań po jajkach. Sama wzięłam sie za zrobienie tych kwiatków ale szczerze mówiąc niebardzo mi wyszło. Miałam platonki – wytłoczki po jajkach i moim zdaniem z nich kwiatki robi się łatwiej. Moja sześcioletnia córka doskonale sobie poradziła, choć przy wycinaniu trzeciego kwiatka bolały ją już rączki. Robienie kwaitków z platonek ma tę zalete, że jesli weźmiemy różne wytłoczki kwiatki wychodzą różne. Niektóre mają dłuższe listki, niektóre bardziej okrągłe, możemy je kształtować tak jak podpowiada nam wyobraźnia. Jak nam wyszły kwiatki oceńcie to sami.Zdjęcia w lepszej rozdzielczości znajdziecie w katalogu Kwiatki z wytłoczek na moim Chomiku.

Krok pierwszy

Kolejne krokiGotowe

Biografia “Wyśpiewam Wam wszystko” – poznaj Urszulę Dudziak

Wczoraj czy przedwczoraj słuchając Programu Trzeciego Polskiego Radia natrafiłam na audycję, a zasadniczo jej koniec gdzie Urszula Dudziak opowiadała o tym jak pisała swoją biografię. Chwilę później dostałam na skrzynkę e-mail o dostępności tej książki w formie e-booka na platformie cyfrowej Nexto. E-book jest w wersji ekskluzywnej, z dodatkowymi plikami audio i zdjęciami niedostępnymi w papierowej wersji książki! Był dołączony do tego kod – zniżka o 5%. Miałam od razu tego samego dnia zamieścić wpis i podzielić się z Wami tym kodem. Wybiera się sójka za morze…  no i tak długo się zbierałam do napisania, że kod stracił swoją ważność, ale promocja na stronie z ebookiem nadal jest. Kiedyś nie przepadałam za twórczością pani Dudziak, a z wiekiem chyba dorosłam do niej, dzieciaki też ją lubią.

Dla zainteresowanych:

Wyśpiewam wam wszystko - ebook

Pozukałam w sieci informacji i nie znalazłam co prawda wzmianki o tej konkretnie audycji ale o audycji która była miesiąc wcześniej:

Osobista biografia Urszuli Dudziak w Trójce!

Kolorowe frezje z opakowania po jajkach – ekologiczna ozdoba wiosenna

Tyle się mówi o ochronie środowiska w którym żyjemy, wszędzie otacza nas plastik, guma. Wejdźmy w wiosnę z niepowtarzalnymi, ręcznie zrobionymi frezjami zanim wyrosną te żywe, pachnące, upragnione. Taki bukiet w połączeniu z zielonymi gałązkami jest ciekawą ozdobą na wielkanocny stół.

Kolorowe frezje można stworzyć z opakowania po jajkach, patyczków szaszłykowych, krepiny i taśmy klejącej.

Z opakowania po jajkach wycinamy wystające elementy i nożyczkami nadajemy im kształt dzbanuszków kwiatowych.

Następnie kwiatuszki malujemy farbami na różne kolory. Na zielono malujemy patyczki szaszłykowe, z których powstaną łodyżki.

Na końcu patyczka, taśmą przyklejamy kuleczkę z żółtej krepiny.Kwiatuszki nakładamy na patyczki i tworzymy piękny bukiet.

Frezje krok po kroku

Autorem pomysłu jest @–>–

Znalezione w sieci: Edukacja domowa – dlaczego nie?

Ponoć jedno z przekleństw brzmi: “Obyś uczył cudze dzieci!”. Tak, nie jest to łatwe, zwłaszcza gdy uczniowie zdają się mieć same przywileje, a nauczyciel tylko obowiązki. A co z uczeniem własnych dzieci? Przecież najważniejszych rzeczy dziecko uczy się w domu, a nie w szkole.

Trzeba przypomnieć oczywistość, że pierwszymi i naturalnymi nauczycielami dziecka (chodzenia, mówienia, używania przedmiotów, znajomości najbliższego świata i poruszania się po nim, modlitwy, częstokroć też czytania, pisania, śpiewania etc.) są jego rodzice. Dlaczego potem wraz z wiekiem szkolnym dziecka rodzice zrzekają się zupełnie tej roli na rzecz szkoły masowej, na którą nie mają już wpływu i która coraz częściej uczy ich dzieci wbrew ich przekonaniom, zasadom i trosce?

Choć w Polsce domowa edukacja (home schooling) jest prawie niepraktykowana (choć dozwolona), to dobrze uświadomić sobie, że w wielu krajach (w USA, Anglii, na Węgrzech, w Portugalii, Australii, Chile, na Tajwanie) jest ona dość popularna i bardziej skuteczna niż edukacja szkolna. Wiadomo, że nikt jej nie wprowadzi ani nie podejmie z dnia na dzień, ale dobrze wiedzieć o jej dobrych stronach. Bo jeśli nie można uczyć dzieci (wspólnie z innymi rodzicami) przedmiotów szkolnych, to czemuż by nie uczyć ich innych umiejętności czy sprawności?

Tak więc dobre strony domowego nauczania to:  

Dziecko pozostaje w swoim domowym, naturalnym środowisku. Wiemy przecież, że poza niewieloma małymi prywatnymi szkółkami szkoły są molochami, gdzie wrażliwsze dzieci czują się jak w dżungli. Trudno więc trudniej wtedy o dobre wyniki, zaangażowanie i polubienie nauki.

Rodzice (krewny, rodzic zaprzyjaźniony) lepiej znają dziecko niż nauczyciel kilkudziesięcioosobowej klasy, uczący często tylko jednego przedmiotu w kilku szkołach. Nie mówiąc już o relacjach z nim i organizacji czasu (odpada dowożenie dziecka). Przy coraz luźniejszych więziach rodziców z dzieckiem tu jest szansa na ich umacnianie.

Wiedza wielu rodziców (czy wspomagających ich) bywa wyższa niż nauczycieli. Także poczucie odpowiedzialności za tę wiedzę jest większe (surowsze egzaminy) niż u nauczycieli. W krajach rozwiniętej edukacji domowej to dzieci nią objęte dostają się na najlepsze uczelnie i wygrywają konkursy.

Edukacja jest tu ściśle sprzężona z wychowaniem, czyli kształtowaniem cech takich jak: obowiązkowość, uczciwość, wykorzystanie czasu, skupienie, umiejętność myślenia, dialogu, ciekawość świata etc. Dochodzi tu brak negatywnego oddziaływania szkolnych rówieśników. Częstokroć rodzice z sąsiedztwa, wspólnot religijnych tworzą grupy kształceniowe, by był kontakt rówieśniczy, ale kontrolowany.

Dostępność pomocy i form samokształcenia choćby poprzez Internet jest teraz tak duża i różnorodna, że uczenie korzystania z niej jest dalece skuteczniejsze w domu niż w szkole. Dochodzi tu prawie nieobecna w szkołach edukacja medialna, czyli wdrażanie w umiejętność i zasady korzystania z mediów.

Edukacja i wychowanie religijne mogą być na pewno lepsze w domu niż w obecnej szkole przy coraz większej bezradności katechetów i niechęci uczniów do religii.

Domowe nauczanie czegokolwiek jest szansą dla rodziców i krewnych, bo uczenie innych jest pogłębianiem wiedzy w sobie samych, sięganiem po nową, jak i inteligentnego dialogu wokół spraw ważnych.

A słabe strony tej edukacji?

To, że u nas jest wciąż nieznana i nieobecna. To, że większość rodziców pracuje lub uważa, że do roli nauczyciela się nie nadaje. Jakby dali już sobie wmówić biurokratom, że do roli rodziców też się nie nadają i żeby powierzali swoje dzieci coraz gorszym szkołom, programom i edukatorom. Jeśli jeszcze nie możemy domowej edukacji wprowadzić i stosować, to nie rezygnujmy z uczenia w domu swoich dzieci tego, czego żadna szkoła i instytucja lepiej zrobić nie może. Uczy i wychowuje naprawdę ten, kto objaśnia świat, uczy się po nim poruszać i wdraża zasady czynienia go lepszym dla siebie i innych. O świecie jako drodze do Boga trudno też zapomnieć, a Jego coraz mniej jest w szkole z założenia bezbożnej. Dlatego tu chodzi o dusze dzieci i ich losy, a one na pewno nie są wam obojętne.

Źródło: TU 

Hodowla Bydła – czyli: MANIFEST NORMALNOŚCI

Dziwię się wam, ludzie….

      …właśnie: czy jeszcze “ludzie”? Czy jeszcze na świecie rządzi Homo Sapiens – czy już tylko Homo Sovieticus, albo jego następca, Homo Europaeus?

   Od ponad stu lat “postępowcy” wmawiali w ludzi, że są tylko bydlętami, że właściwie niczym nie różnią się od zwierząt – a w jakiejś gazecie, bodaj “Wyborczej”, przeczytałem tryumfalny artykuł, że “człowiek tylko czterema genami różni się od stonogi”. I ta propaganda odniosła skutek: ludzie sami uważają się za bydło – i pozwalają traktować się jak bydło.

   Być może różnica między człowiekiem, a zwierzęciem jest tylko kulturowa – ale jest. Fizycznie możemy się nie różnić, ale mamy duszę – czy jak kto chce nazywać tę cudowną cechę człowieka. Być może różnica jest mała – ale cała nasza kultura dążyła, by ją powiększać. Dzisiejsza anty-kultura stara się ją zminimalizować.

   Różnica kulturalna między człowiekiem, a bydlątkiem, jest taka, że decyzje człowieka szanujemy. Decyzji bydlęcia nie. Bydlę trzymamy na postronku, bo może zrobić sobie krzywdę albo wejść w szkodę. Dorosły mężczyzna zaś ma prawo zrobić sobie krzywdę – a jeśli wyrządzi szkodę, to ma za nią zapłacić. I to jest ta podstawowa różnica.

   Jak dzisiaj jesteśmy traktowani przez rządy: jak ludzie – czy jak bydło? Jeśli ktoś każe mi zapiąć się pasem w moim własnym samochodzie – to traktuje mnie dokładnie tak, jak chłop traktuje krowę…

      …to znaczy: traktował. Przepisy Wspólnoty Europejskiej, zdaje się, zakazują trzymania krowy na postronku; to ja w samochodzie muszę być przypięty. Na razie zapinam się sam, ale już niedługo będą automaty nasuwające na mnie pasy – i samochód bez ich zapięcia nie ruszy.

   Krzywdy sobie zrobić nie możemy – ale za szkodę też nie płacimy: jesteśmy (pod przymusem) ubezpieczeni.

   Doi się z nas pieniądze – i za te pieniądze utrzymuje się całe stado, oraz szefostwo tej “Animal Farm”. Tu nie ta poetyka – ale niedługo pokażę, że zdziera się z nas 83% zarobionych pieniędzy – i ONI wydają je za nas.

   Co zrobiłby Normalny Człowiek, gdyby ktoś przyszedł doń i powiedział: “Człowieku: ile zarabiasz? 3000? Świetnie! Daj mi z tego 2400, ja potrącę na siebie 600, a pozostałe 1800 wydam za ciebie – tak, że będziesz bardziej zadowolony, niż gdybyś sam wydał na siebie te 3000!” Co by zrobił Normalny Człowiek? Kopa w sempiternę – za drzwi!

   Homo Europaeus porykuje z radości, że ktoś chce się nim opiekować, i głosuje na takich, którzy wezmą mu jeszcze więcej pieniędzy – za obietnicę, że siano w żłobie będzie świeższe, niż do tej pory! Ma tylko jedną prośbę: by dawać mniej owsa koniom, a trochę więcej siana im, krowom.

   A konie rżą na odwrotną melodię.

   Rzygać mi się chce, gdy czytam, że “rodzice hiszpańscy wyrazili radość, że rząd zajmie się problemem otyłości ich dzieci”. Moja suka wykazuje więcej rozsądku: to ona karmi swoje szczeniaki i – mimo ufności – z pewnym podejrzeniem patrzy, gdy im coś podtykam. A bydlę? Krowa zapewne się cieszy, gdy ktoś zajmuje się jej cielakiem…

   Zgroza mnie bierze – bo na resztki normalnych rodziców spadają kolejne ciosy. Ostatnio “polski” “Rząd” szykuje ustawę karzącą grzywną – 5000 zł – rodziców, którzy nie zaszczepią swoich dzieci!! Tyle się pisze, że niektóre szczepienia mogą być szkodliwe – i nic! Nadal “rząd” wie lepiej, jak opiekować się moim dzieckiem. W interesie firm farmaceutycznych przerabia się ludzi na bydlęta. Ale gdyby nie było to w interesie firm farmaceutycznych – byłoby tak samo źle, tylko jeszcze głupiej.

   Bydło nie myśli. Bydłu serwuje się hasełka typu: “Wszystkie dzieci są nasze”. Żadne z bydląt przecież nie pomyśli, że to oznacza; “Moje dziecko nie jest już moje; jest nasze”. Co w praktyce oznacza, że to p.Minister je szczepi, je wychowuje… Cóż: szczeniak będzie moim psem, będzie mi służył – więc jest normalne, że to ja, a nie jego rodzice, pies i suka, decydują o tresurze. Ale żeby tak samo z człowiekiem?

   Przecież gdy w 1901 roku rząd pruski postanowił zmienić tylko język, w jakim wykładany był jeden przedmiot (religia) nie zmieniając jego treści – we Wrześni wybuchnął strajk szkolny. Dziś kolejni ministrowie zmieniają treści programów, wedle swej woli wymieniają przedmioty – a rodzice to pokornie akceptują, liżąc dobrych panów po rękach – że tak dbają o ich dzieci.

   Tak robi moja suka. Ale człowiek?

   Dwa lata temu w USA, w Utah, dziecko było poddane chemioterapii. Po kilku miesiącach tej nieprzyjemnej kuracji, część lekarzy twierdziła, że już wystarczy – a część, że trzeba ją jeszcze kontynuować. Na nieszczęście wśród tych ostatnich był lekarz prowadzący (który miał przecież interes w kontynuacji – bo brał za to spore pieniądze…). Rodzice mimo to zabrali dziecko ze szpitala. Efekt: ścigała ich policja – i oskarżono ich o kidnapping!!!

   Cóż: dawniej “kidnappingiem” było zabranie dziecka rodzicom. Teraz dzieci są “nasze”, czyli państwowe; i rodzice bezczelnie ukradli państwowe dziecko, cudzą własność!

   Co zrobi farmer, gdy byk z krową wyprowadzą, łamiąc ogrodzenie, swoje cielę z zagrody, gdzie on je umieścił? Przyleje obojgu bydlakom – a cielę umieści tam, gdzie on chce.

   To właśnie robią z nami ONI.

   Jeśli już jesteśmy przy zwierzętach: ONI mają jeszcze inne piękne hasełko: “Zwierzęta należy traktować tak samo, jak ludzi”. Piękne hasło – dopóki się nie dojrzy, że jest ono równoważne hasłu: “Ludzi należy traktować tak samo jak zwierzęta”. Dziś jest “wola polityczna” by staruszkom aplikować euthanazję; przecież dokładnie to samo robi się z innymi bydlętami – czy-ż nie?

   Ludzie: czy jeszcze jesteście ludźmi – czy tylko bydlętami?

   Oczywiście: zawsze większość ludzi chciała, by się nimi opiekować – byle dobrze. Szli więc dobrowolnie pod opiekę feudałów, wisieli u klamki pańskiej – i byli zadowoleni. Jednak dopiero d***kracja spowodowała, z ta Większość narzuciła swe obyczaje reszcie. “Ja lubię, jak mnie pod przymusem szczotkują i przycinają kopyta – to niech wszystkich pod przymusem szczotkują i przycinają kopyta”.

   Czasem mam wrażenie że ONI testują swoje bydełko, do jakiego stopnia już zgłupiało i można zrobić z nim, co się chce. Do czego innego mogą służyć takie pomysły jak “małżeństwa homosiów”? Jednak w miarę, jak to trwa i się rozwija, zaczynam mieć przerażające podejrzenie:

      ONI, dwa pokolenia wcześniej ludzie inteligentni, wychowywali swoje dzieci w tych samych szkołach – i obecnie ONI, to… również bydlęta! Durne, tępe bydlaki marzące tylko żarciu, piciu i ekscesach seksualnych.

   Widać to po sprawie “globalnego ocieplenia”. ONI naprawdę wydają się wierzyć, w “zagrażające nam” ocieplenie! Choć przecież nie trzeba robić badań geologicznych: wystarczy wiedzieć, że “Grenlandia” to ląd, na którym ok. 900 roku kwitły cytryny – a, jak też wiemy, Europa nie została zalana przez ocean. Trzeba też być kompletnym kretynem, by uwierzyć, że lodowce Antarktydy, ogrzane z -40°C do -35°C – zaleją nagle cały świat.

   A ONI wydają się sami w to wierzyć. Nadzorcy bydła stali się głupsi od chudoby, którą się opiekują…

   Piszę to – po raz któryś powtarzając te myśli – jak rozbitek, który wrzuca papier w butelce w odmęt oceanu Internetu. Przecież gdzieś jeszcze są LUDZIE! Nie jestem na świecie sam, nie wszyscy jeszcze zbydlęcieli do cna, w niektórych tli się jeszcze iskra człowieczeństwa! Zbuntujmy się, do cholery! Obalmy ten system!

   Jak można godzić się na ustrój, w którym bydlęta decydują o losie ludzi? Ja nie mam nic przeciwko temu, by ktoś chciał być traktowany jak nierogacizna – czyli żyć w “państwie opiekuńczym”. Ale człowiek, który nie chce decydować o własnym losie, nie powinien w głosowaniu decydować o losie innych!

   Bydło niech sobie porykuje – a my musimy żyć! Bydło myśli o pełnym żłobie – my myślimy w wyprawach w Kosmos. Przyszłość Ludzkości (jeśli ma przetrwać) zależy od tego, czy zwyciężą ludzie – czy bydlęta? Czy wygra Rozum – czy Liczba?

   I nie ma tu znaczenia, czy rządzi, SLD, PiS, PO czy PSL; niezależnie od tego liczba urzędników rośnie, coraz więcej przepisów ogranicza naszą wolność… Jak długo możemy to znosić?

   Na szczęście ten system już jest zgniły. Nawet bydlątka zaczynają rozumieć, że rządzące nimi świnie rozpiły się, zdemoralizowały – i nie są już od nich mądrzejsze. Koniec jest bliski. Musimy się więc z’organizować, by być gotowi do stworzenia zrębów Państwa Wolności – w momencie gdy gdy cała ta anty-europejska “Wspólnota Europejska” zacznie trzeszczeć w szwach.

      To już niedługo. Zacznijmy się szykować.

Źródło: TU 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.