Alfabet wychowawcy czyli deska ratunku na chwile zwątpienia.

Na blogu Niny – uczestniczki ptasiego konkursu, mamy czterech córek znalazłam Alfabet wychowawcy. Polecam wydrukować bądź mieć na oku, szczególnie gdy za oknem ponuro, oczy się zamykają, sterta prania do wyprasowania, obiad wykipiał, kot miauczy, że jest głodny, a po domu biega rozwrzeszczane dziecię no bo po co sprzątnąć porozrzucane zabawki i/lub snuje się nadąsany nastolatek, który znowu ma się uczyć tej głupiej matmy (inne… dopowiedzieć według uznania):

Alfabet wychowawcy
A – Akceptuj swoje dziecko
B – Bądź dla niego oparciem
C – Chwal go za każdy wysiłek
D – Daj mu poczucie miłości i bezpieczeństwa
E – Eliminuj powoli i rozsądnie niepożądane zachowania
F – Formułuj precyzyjnie wymagania
G – Gospodaruj efektywnie jego czasem
H – Hamuj jego agresję poprzez rozładowanie niekorzystnych emocji
I – Interesuj się jego osobą
J – Jesteś jego przewodnikiem po świecie chaosu
K – Kieruj wszechstronnie jego rozwojem
L – Licz się z jego odmienny zachowaniem
Ł – Łagodź stresy i cierpienie
M – Miej cierpliwość
N – Nie pozwól sobie na zwątpienie
O – Okazuj mu zaufanie
P – Pokaż, że jesteś jego przyjacielem
R – Rozwijaj w nim jego „umiejętności”
S – Słuchaj uważnie „bicia jego serca”
T – Troszcz się o niego
U – Ukazuj mu jego miejsce w nieznanym świecie
W – Wierz w efekt pracy z dzieckiem
Y – Y…(niewiadoma – bądź na nią przygotowany)
Z – Zachęcaj go do dalszej pracy

Oryginał znajdziecie TU

Reklamy

Nauka pisania i czytania. Porozumienie rodzic – dziecko.

Nauka pisania i czytania w każdym domu wygląda inaczej a jednak podobnie. Na początku zanim w ogóle weźmiemy się do uczenia dzieci czytać i pisać musimy wziąć pod uwagę to, że każde dziecko jest inne. Jedne szybko składają wyrazy z pojedynczych literek, drugie z sylab a trzecie przeczytają sylaby ale ni w ząb nie rozumieją co przeczytały. Przy nauce dzieci trzeba wykorzystać ich naturalną ciekawość. Nie stać z przysłowiowym batem i dawać po łapach za każdy błąd albo wyrażać swoje niezadowolenie jaki to z niego głąb. Motywować, nagradzać i mieć dużo cierpliwości i wyrozumiałości. Dziecko musi po prostu chcieć.

Przy tradycyjnym toku nauczania mały sześcio czy siedmiolatek jest wysyłany do szkoły i musi się nauczyć czytać i pisać, musi robić wszystko wtedy kiedy chce nauczyciel a nie kiedy on czuje się na siłach. Działania nauczycieli czasami demotywują dzieci. Jak dziecko ma zauważyć swój błąd a co ważniejsze poprawę w kaligrafii jak nauczyciele z lubością każą gumkować czy mówiąc inaczej ścierać to co dziecko napisało i napisać literki czy wyrazy raz jeszcze. Nauczyciele wielokrotnie skarżą się rodzicom przy dziecku jakie ono jest mało rozgarnięte i że nie nadąża za grupą (niestety, nie raz byłam świadkiem takich rozmów). Jak dziecko ma chcieć się poprawić i uwierzyć, że potrafi?

Dobrze wiemy, że każda mama czy babcia lubi czytać dzieciom szczególnie jak dziecko przyjdzie i poprosi o przeczytanie bajeczki. Na początek dobre są książeczki z prostymi ilustracjami i wyraźnymi dużymi podpisami. Dziecko ma szansę zapamiętać fotograficznie jak wygląda wyraz i osłuchać się z jego brzmieniem.

Nasza 2,5 latka chętnie i sama od siebie siada (ładuje się 🙂 ) mi na kolana jak pracuję na komputerze i wskazuje literki na klawiaturze z pytaniem: A co to za literka?, albo wskazuje i nazywa ją a potem patrzy pytającym wzrokiem czy dobrze ją nazwała. Możemy uznać, że to pierwszy etap nauki literek. Teraz trzeba to tylko wykorzystać. Można pokazać dziecku,że jak złoży ze sobą cztery literki M A M A to wyjdzie słowo mama, kolejny krok to zapisanie tego na kartce i dziecko jeśli lubi sobie bazgrać po swojemu odwzoruje ten wyraz.
W naszym przypadku udało się napisać Amelce pierwsze dwie literki z wyrazu mama i literkę H.

Czy uczyć dzieci pisać najpierw literki drukowane czy od razu pisane, czy nie ma to znaczenia – zdania są podzielone. Ciekawy artykuł na ten temat czytałam TU i TU.
Niedawno znajoma była ze swoim synem u pani pedagog w poradni ponieważ dziecko ma problemy z pisaniem. Nie mieści się w linijkach i nie można go odczytać, literki pływają. Jak się okazuje na samym początku polecane są wszelkie zabawy w rzucanie i łapanie piłki, rysowanie liter w powietrzu, pisanie dużych liter i stopniowo coraz mniejszych, wycinanie, układanie puzzli, wydzieranki, lepienie z plasteliny, wskazanymi zabawami jest rysowanie po śladzie bez odrywania ręki, łączenie punktów, zadania typu czego tu brakuje, kolorowanie.

Kolejny etap to zadania typu: zaznacz litery którymi różnią się wyrazy, znajdź literkę, rozwiązywanie krzyżówek, logiczne następstwa – powtarzalność wzorków. Wszelkiego rodzaju labirynty i szlaczki. Dzieci nie znoszą robić szlaczków ale jak moja córka zdążyła już zauważyć – ma 5,5 roku – niestety są elementem większości liter pisanych i potem ta umiejętność bardzo się przydaje.

Według mnie dobrą sprawą przy ćwiczeniu ręki jest wyszywanie, przedziewanie. Są w ciągu roku różne okazje i dziecko może przygotować z naszą niewielką pomocą kartkę np. z okazji urodzin dla Dziadka. My wykłuwamy jakiś wzorek na kartce z bloku technicznego lub jakiejś tekturce dla chłopców np rakietę (czyli złożenie prostokątów, trójkątów i kółek) a on przedziewa przez nie wełenkę. Po pierwsze musi to robić cierpliwie, po drugie dokładnie no i trzeba trafić w dziurkę. Igłę trzyma się trochę podobnie do długopisu więc wszelkie teraz tak dostępne zabawy w przewlekanie sznurowadła, najczęściej na drewnianych zabawkach nie wzięły się znikąd.
Większość zeszytów do nauki pisania a zarazem czytania jest bardzo podobnych
do siebie ( część zeszytów ćwiczeń polecałam w jednym z poprzednich wpisów). Mamy przykładowe wyrazy, literkę drukowaną i pisaną od której ten wyraz się rozpoczyna i kilka wykropkowanych liter. Przypilnujmy aby dziecko nie opuszczało pisania po śladzie. Ręka się wtedy uczy a mózg zapamiętuje jak napisać dany znak. Nie zrażajmy się tym że literki są duże i koślawe. Najpierw będą duże a potem coraz mniejsze- musi się dobrze rozwinąć koordynacja oko-ręka. Dziecko dopiero uczy się staranności. Nie muszę tu chyba wspominać o atmosferze w jakiej pracuje dziecko. Przy zabałaganionym biurku, głośno grającym i w ogóle grającym telewizorze skupienie uwagi jest po prostu nie możliwe. Choć moje dziecko dziś wymyśliło sobie pisanie literek stojąc a nie siedząc (powód: rozłożone zabawki i niechęć do ich sprzątnięcia aby zmieściło się krzesło, nie mówiąc już o maksymalnym bałaganie na biurku) ale uwierzcie, że wyraz Beata wyglądał jak Betta :-). Po interwencji rodziców dalsza część pracy wyglądała już przyzwoiciej.

Z Weroniką przerobiłyśmy mnóstwo różnych materiałów, kart pracy które można wykorzystać do zabawy, nauki czytania i pisania jednocześnie ( fragmenty tych książek czy też zeszytów możecie ściągnąć klikając w tytuły, wybrałam co ciekawsze strony). Tak naprawdę każda książka jest podobna do siebie. Mi najbardziej odpowiada ostatnia czyli 5.

No to do dzieła:
1. BĘDE MĄDRY JAK SOWA. Nauczanie zintegrowane- część 1. Wesołe zabawy i ćwiczenia dla dzieci pięcio-sześcioletnich.

2. Razem w przedszkolu 5- Karty- Zanim zostaniesz pierwszakiem WSiP

3. Szkoła sześciolatka Rozwijanie percepcji wzrokowej 6 Karty pracy MAC

4. Zanim zostaniesz pierwszakiem. Karty sześciolatka. WSiP

5. Przedszkolak od A do Z- z chomika mila46

Dodatkowo:

1. Literki – arkusz A4 z drukowanymi i pisanymi literami

2. Jedna z ulubionych zabaw Weroniki czyli wykreślanka i to z czym ma problem czyli rysowanie bez odrywania ręki.

Dzisiejszy wpis jest podsumowaniem 5 lat pracy z moją córką. Z jakim efektem na pewno zapytacie? –  a ja powiem z pozytywnym. Dziecko samo chętnie czyta (nie musi już czytać na głos) i uczy się pisać pisane litery. Musi popracować nad sumiennością, dokładnością i takim małym leniem który ją ostatnio ogarnia.

Wczesniejsze wpisy: Nauka pisania – ortografia, Zestawy do nauki pisania, Zeszyt w trzy linie, Edukacja naszych dzieci – pisanie, Alfabet – karty do nauki literek.

W następnym wpisie postaram się umieścić portale na których znajdziecie karty pracy i godne zainteresowania chomiki.
W komentarzach wpisujcie materiały z których wy korzystacie, metody które stosujecie. Może w gąszczu różnych publikacji znajdziemy przysłowiowe perełki.

Zagadka, konkurs z nagrodą: Co to za ptak?

Dziś mam dla Was zagadkę. Kilka miesięcy temu przez okno zauważyłam tego ptaszka, bardzo mi się spodobał, poprostu mnie zauroczył. Kilka dni temu odwiedził mnie znowu, tym razem nie dałam za wygraną i uzbrojona w Atlas ptaków postanowiłam go zidentyfikować. Moja ciekawośc była o tyle duża, że nigdy nie spotkałam się z takim cudem.

Kto zgadnie co to za ptak?

Autorem zdjęcia jest Maciej Szymański

Na odpowiedzi czekam do jutra do godziny 20:00, prawidłową odpowiedź wpisujcie w komentarzach. Nagrodą jest umieszczenie linku do waszej strony lub bloga w mojej sekcji odwiedzanych linków (nie zamieszczam linków do stron pornograficznych i bluźnierczych). Jeśli będzie więcej niż jedna dobra odpowiedź- 5 pierwszych dobrych odpowiedzi zostanie nagrodzonych.

Zapraszam do zabawy.

===========================================================

18.01.2012 r. 22:07

 Zgodnie z zapowiedzią odkrywam tajemnicę.

Na zdjęciu jest Raniuszek. Zdjęcie jest autorstwa Macieja Szymańskiego, dostępne na jego stronie TU .

Co ciekawe zagadka ta potwierdziła opinię autora zdjęcia na temat znajomości tego ptaszka przez Polaków:

” Gdy zapytamy przeciętnego Polaka, jakie ptaki – dziko żyjące w Polsce – jest w stanie wymienić, najpierw zobaczymy w jego oczach lekką panikę, a potem uspokojenie i usłyszymy: wróbel, bocian, jaskółka, kaczka, łabędź, gołąb, szpak, sikorka… Potem nadejdzie chwila zastanowienia. Mamy szansę usłyszeć jeszcze o orłach i jastrzębiach (o sokołach już rzadziej, chociaż każdy słyszał „W stepie szerokim, którego okiem, nawet sokolim nie zmierzysz…”, o rybitwach zwanych mewami (i odwrotnie), o wronach i srokach: „Panie! ileż to ich teraz w miastach!”, pewnie również o krukach (chociaż ankietowany nie będzie wiedział czym różnią się od gawrona, o którym zapomniał). (…)

 Przytłaczająca większość Polaków nie wie zatem, co traci! Wyobraźmy sobie bowiem mały, krąglutki kłębek bieluteńkiej waty o średnicy 5-6 cm, osadzony na długim (7-9 cm) patyczku. Do kłębka przymocowane są dwa okrągłe, połyskujące, czarniuteńkie paciorki – oczka i pośrodku jeszcze jeden trójkątny paciorek, nieco spłaszczony i zaostrzony. Razem tworzą na białym tle sympatyczny, zdziwiony uśmieszek. W ten nieskomplikowany sposób odmalowaliśmy sobie obraz raniuszka.” za Maciej Szymański http://www.birdwatching.pl/wiadomosci/23/art/805

Zdjęcie obejrzało 40 osób ale tylko kilka wiedziało co to za ptaszek.

Gratuluję:

 Matce Polce, Ninie oraz Marzenie, Danusi i Małgosi ( 3 ostatnie uczestniczki zamieściły odpowiedź na facebook’u)

Brawo, brawo… zagadka nie należała do najłatwiejszych jak widać po opini autora zdjęcia i statystykach :-).  Ponieważ wszytskie uczestniczki znają mój adres e-mail podajcie adresy waszych stron a ja je zamieszczę tak jak obiecałam na moim blogu.

Laurki motylki dla Babci i Dziadka

Dziś przedstawiam efekt pracy Weroniki (5 lat). Znalazłyśmy  w sieci szablon motyla, odrysowałam go – bez czułek – na kartce z bloku technicznego a Weronika go wycięła. Niestety nie wszytskie motylki udało się wyciąć idealnie – niestety prawie odpadało skrzydło i musiałyśmy pociąć dwa motylki na 3 części – 2 skrzydła i tłów. Kolejny etap pracy to wybór kolorów farb i malowanie. Dziś nie używałyśmy pędzelka tylko według wcześniejszego wpisu Weronika malowała motyle palcami.

Zabawa jest o tyle ciekawa, że po wyłożeniu farb na talerz- tackę dzieci  muszą popróbować ile farby wziąść palcem, co się stanie jak za mocno farbę się rozrzedzi a co się stanie jak będzie za gęsta. Jaki efekt będzie jak zmiesza się w naszym przypadku żółtą farbę z niebieską i różową z zieloną.

Jak już skrzydła wyschły, Weronika miała napisać życzenia – przepisać z karteczki bo za bardzo nie wiedziała co powinno się napisać. Niestety z matczynego punktu widzenia popełniła kilka błędów – niektóre literki napisała w złą stronę, którąś przekreśliła, coś dodała od siebie ale ogólny efekt jak na 5 latkę całkiem niezły.  Ostatni krok to złożenie motylka w całość – sklejenie i przyczepienie mu czułków. Zrobiłam je z cieniutkiego miedzianego drucika – przedziałam drucik przez dziurkę w głowie motylka i zakręciłam. Na zdjęciach słabo widać ten drucik. Złożyłyśmy motylki na pół, wzdłuż tłowia no i siedzą nieboraki w kopertach czekając na lot do dziadków.

A oto gotowe motylki:

Motyl

Motyl 1

Motyl 2 - składany

Motyl 2 - składany

Motyl 3 - składany

Motyl 3 - składany

Prezenty na Dzień Babci i Dziadka

Niedługo Dzień Babci i Dziadka (21/22.01) z tej okazji każdy brzdąc zapewne własnoręcznie przygotuje jakiś mały, miły upominek. Żeby ułatwić Wam to zadanie podpowiem jakie nam wpadły pomysły do głowy. Jakiś czas temu kupiłam  „Sam przygotowuję prezenty – ebook”, cena nie wygórowana 5,04 zł. Wybrałyśmy dwie – co ja piszę trzy – interesujące nas propozycje, a mianowicie kwiatek na patyku z kolorowego papieru, folii i guzika, motylka malowanego paluszkami oraz papier do pakowania prezentu ozdobiony stempelkami z ziemniaka. Można takiego motylka wyciąć i zrobić z niego laurkę. Kombinacji jest wiele: może być pojedynczy lub podwójny, sam może być laurką- kartką lub może wyfruwać z kartki. Miłej pracy!

Z malowaniem paluszkami nasze najmłodsze szczęście sobie mam nadzieję poradzi a ozdobienie koperty czy papieru stempelkami sprawi mu pewnie też wiele frajdy. Ostatnio malowanie farbami dzieciaki uwielbiają ale stół wyglądał ostatnim razem jakby przeszedł tamtędy pułk wojska a nie malowały przy nim dwie małe dziewczynki.

Chciałam wkleić do wpisu zdjęcia ze sposobem wykonania w/w prezentów ale po wklejeniu są dosyć niewyraźne.  Kliknijcie w okładkę poniżej i ściągnijcie mały plik pdf. Zawiera on – stronę tytułową, spis treści i sposoby wykonania papieru i motylka. Kwiatek możecie ściągnąć oddzielnie TU. Na chomiku znajdziecie je TU.

Sam przygotowuje prezenty - ebook

Sam przygotowuję prezenty – ebook

Prezenty z ubiegłych lat to: czekoladki z chocolissimo.pl, kwiaty zamawiane z dostawą do domu, magnesy na lodówkę ze zdjęciami dzieci. Niestety nie mieszkamy w tym samym mieście co dziadkowie a nie zawsze możemy dojechać do nich w ten dzień. Troszkę nam to utrudnia sprawę dotarcia z życzeniami, ale nie poddajemy się i co roku wymyślamy coś innego. Może dzięki temu dzieci będą bardziej kreatywne i bardziej im się będzie chcieć?

Wyprawa gdzieś i do kogoś, a może i Ty możesz pomóc ?

Witajcie, dawno nie pisałam i tematów do podzielenia się z Wami narosło.

Jako, że w opisie bloga zamieściłam taki wpis: ” Myśli małe i duże to wędrówka w sieci do miejsc do których mozesz trafić bez wychodzenia z domu, to spotkania z ludźmi którzy zaskakują pozytywnie i dodają energii (…)” zapraszam Was najpierw do Torunia a następnie do domu pewnej małej dziewczynki.

Tegoroczne święta spędzilismy w Toruniu – moim rodzinnym mieście i w drugi dzień świąt wybralismy się na dośc długi jak na małe nóżki naszych dzieci spacer. Zaplanowaliśmy obejrzenie wystawy szopek bożonarodzeniowych oraz szopek w kościołach na Starym Mieście.

Wystawa była w Spichlerzu na terenie Parku Etnograficznego (wystawa czasowa do 2 lutego 2012) , prezentowała  30 szopek wystawionych z różnych regionów Polski, pochodzących ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Toruniu. Na wystawę wybrano szopki reprezentatywne dla różnych regionów Polski począwszy od Kaszub, poprzez ziemię chełmińską, Kujawy, Mazowsze, Podlasie aż po Żywiecczyznę i Podhale. Dzieciom najbardziej się spodobała bogato zdobiona, barwna i błyszcząca szopka krakowska oraz  postac śmierci w jednej ze szopek.

Szopka krakowska

Szopka krakowska ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Toruniu

 Wystawa była całkiem ciekawa, każda szopka różniła się od siebie stylem, materiałami z jakich zostala wykonana, stopniem skomplikowania od szopki w kartonie do szopki drewnianej w której każda postać była ruchoma. Wyszliśmy z wystawy z pewnym niedosytem, ale przed nami rozciągała się wizja speaceru po starówce Torunia, jej kościołach i szopce wystawionej na Rynku Nowomiejskim, a latem wrócimy do muzeum na spacer po parku w którym jest młyn, wiatrak, chałupy i zagrody pochodzące z różnych stron Polski z XVIII i XIX w.

Zdecydowanie największą szopką w Toruniu i najbogatszą jeśli chodzi o ilość  elementów oraz żywych zwierząt była a zasadniczo jest do 21 stycznia szopka w Kościele garnizonowym Św. Katarzyny. Zajrzyjcie sami:  Szopka w Kościele garnizonowym.

A teraz odwiedźmy pewną małą dziewczynkę, ma na imię Laura, urodziła się 7 lipca 2010 r. i od pierwszych chwil jej życie nie jest łatwe. Ma bardzo dzielną mamę Emilię i życzliwych ludzi wokół siebie, którzy starają się pomóc jak potrafią aby każdy kolejny dzien był lepszy od poprzedniego. Laura choruje na bardzo rzadką przypadłość a mianowicie  klątwę  Ondyny (CCHS.) Można jej pomóc poprzez zakup artykułów medycznych i pielęgnacyjnych pierwszej potrzeby, bez których na co dzień nie może funkcjonować albo przekazać na jej konto jakąś wpłatę – 1% podatku byłby chyba bardzo dobrym pomysłem.  Historia dziewczynki bardzo mnie urzekła i złapała za serce. Jej siła i optymizm dziecięcy  przy tym co dolegało tej małej istotce jest powalający. W najbardziej krytycznych momentach obdarowywała swoich rodziców uśmiechem i uwierzcie mi, że teraz tez uśmiech nie schodzi z tej pyzatej buźki. Więcej szczegółów i całą historia choroby jest skrupulatnie opisana przez jej mamę na blogu: http://www.kochamylaure.pl/

%d blogerów lubi to: