Akuku, czym otoczone są nasze dzieci.

Kubki, kubeczki, butelki, łyżeczki, smoczki, pieluszki, ekologiczne ubranka, elektroniczne nianie, karuzele nad łóżeczko, gwiezdne projektory, mokre chusteczki do pupki, kremy, kremiki, balsamy, myjki, gąbki do wanienek, wanienki, szampony, specjalne ciasteczka, specjalne herbatki, specjalne papki w słoiczkach, kaszki i inne wynalazki, edukacyjne zabawki, pluszaki pozytywki, interaktywne łóżeczka i kosmiczne wózki, czy o czymś zapomniałam?  Zapewne tak.

Lista jest długa i przerażająca. Pytanie tylko czy naprawdę nasze dzieci to wszystko potrzebują? Z perspektywy doświadczonej mamy powiem Wam, że na szczeście NIE. Nasze dzieci, a może raczej to my, mamy, doskonale radzimy sobie bez tych wszystkich gadżetów i życie staje się prostsze. Przy kolejnym dziecku nagle się okazuje, że przewijak na łóżeczko wcale nie jest niezbędny, pupę można umyć pod kranem. Jak dziecko zje kaszę jaglaną zamiast super extra kaszki ryżowej, marki X z mlekiem modyfikowanym też się naje, a herbatkę z kilogramem cukru można zastąpić wodą i dziecko tez pije. Żyjemy w bardzo zwariowanych czasach, w których to co kiedyś było normalne jest z półki ekskluzywne lub co najmniej z kategorii zadziwiające. Szklana tarka do jabłka, szklana butelka do mleka to towary deficytowe. Dziecko jedzące zwykłym widelcem, tylko mniejszym, wprawia ciocię w osłupienie i zachwyt, że takie mądre. Zwykła szmaciana lalka, z metką” hand made” kosztuje krocie a jeszcze nie tak całkiem dawno babcie szyły takie swoim wnuczkom i nikogo to nie zadziwiało. Rodzina jadła posiłki razem przy stole, nie było plagi niejadków i adhd. Dziecko nie było inną kategorią człowieka.

Moje dzieci były ponad rok na piersi, nie miały smoczka, nie piły z butelki. Przy pierwszym kupowałam kaszki, zupki ale bez szaleństwa. Kolejne pluły nimi dalej niż widziały, a może to zmienione przekonania i zwyczaje żywieniowe mamy tak na nie wpłynęły? Przyznaję, że pieluchy typu pampers są super wygodne, choć i z nimi problemów nie unikniemy np. niektóre odparzą, niektóre przeciekną, odgniotą itd. Kubek z dzióbkiem pamiętam z dzieciństwa – mój brat taki miał. Prosty, plastikowy, wciskało się w niego dekielek z dzióbkiem i dziurkami. Teraz można utonąć w morzu różnych kubków. Wybór wcale nie jest taki prosty.

Co dobry kubek mieć powinien?

Według mnie: ładny design, dobry plastik, ustnik przez który, dziecko swobodnie się napije i nie zakrztusi, brak zakamarków i szczelinek których nie da się domyć. Damy dziecku raz, drugi, sok i rodzi się pytanie czy to ciemne to jest pleśń czy pozostałość soku? Góra kubka ląduje w koszu i stajemy przed dylematem co dalej. Muszę Wam powiedzieć, że znalazłam taki który moje wymagania spełnił w 100%. Oto on:

zestaw

Jak widać, można go rozłożyć na części, wyjąć ustnik. Można myć go w zmywarce, podgrzewać w kuchence mikrofalowej. Składa się go szybko, o ile zauważy się taki mały znaczek:

znaczek

Ogólnie prezentuje się bardzo ładnie, jest skośny – o czym nie wiedziałam wybierając go – ale to zupełnie nie przeszkadza i nawet dziecku wygodniej się pije. Po złożeniu wygląda tak:

kubek

Bardzo mi się w nim podoba to, że ustnik jest prosty, wytrzymały i nie ulega zębom mojej córki. Pewnie to zaleta silikonu – giętki, elastyczny i wytrzymały. Mała pijąc z niego nie krztusi się, sama sobie reguluje jak mocno jej picie leci. Ustnik nie ma żadnych zakamarków i można go w całości zdjąć.

smok

W górnej części jest niewidoczne nacięcie. Ta dziurka to efekt zciśnięcia ustnika palcami.

Jestem z niego bardzo zadowolona. Razem z tym kubkiem, zamówiłam śliniak – fartuszek na rzep i bidon z rurką. Wybaczcie mi rozwinięcie tematu i małą reklamę, ale według mnie jest to kubek warty polecenia, choć firma mało znana. Oto ona:

log

Reklamy

Informacje Kolecja
Pełnoetatowa mama, uśmiechnięta optymistka, uwielbiająca prace w ogrodzie czy też ogródku, szycie, haftowanie i takie tam babskie sprawy. Z zachwytem obserwująca jak szybko zmienia się dziecko, fascynatka edukacji domowej.

One Response to Akuku, czym otoczone są nasze dzieci.

  1. Joanna says:

    Bardzo mądry artykuł. Mi, przy pierwszym dziecku się wydawało, że taka odporna jestem na marketing, a mimo to i tak nakupowałam zbędnych gratów. A jeśli chodzi o kosmetyki to byłam nimi wręcz zasypywana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: