Torebka słoń

Torebka słoń, szyta z filcu, zapinana na rzep, pasek na klamrę, regulowana długość paska.

Wymiary:

wysokość 28 cm, szerokość 27 cm – mierzone bez trąby
długość paska- dłuższa część 80 cm, krótsza część 20 cm.
długość trąby 26 cm

Torebka ma kieszonkę na klapce, otwór pod klapką ma 11,5 cm szerokości, spokojnie wejdzie damska dłoń.
Pojemna filcowa torba z bardzo dobrego jakościowo filcu.
Szara z kolorowymi dodatkami.
Ucho z jednej strony szare z drugiej kolorowe.
Kolory rzeczywiste jak na zdjęciu z czarnym tłem.

Reklamy

Prezent na Dzień Matki

Już niedługo Dzień Matki, już od ponad dziesięciu lat nie mogę sprawić mojej mamie żadnego prezentu prócz kwiatów, znicza i modlitwy. Nie szkodzi to jednak aby uszyć coś dla jakiejś innej mamy. Może w tym roku uszyję coś dla siebie?

Wczoraj wymyśliły mi się kwadratowe podusie w peonie. Uszyte są z cieplutkiego i miłego w dotyku filcu. Są nieduże bo 20 cm na 20 cm i  7 cm grubości. Idealne do samochodu czy jako ozdoba na maminy fotel. Dostępne w Sklepiku.

 

 

Naleśniki biszkoptowe – propozycja na bezmięsny obiad

Na piątkowy obiad zaplanowałyśmy z córkami naleśniki z twarogiem. Miałam ochotę na takie jak robiła moja mama, ze słodkim twarogiem z rodzynkami, zapiekane na patelni i posypane cukrem pudrem. Przeglądając kilka dni wcześniej różne książki kucharskie, w poszukiwaniu przepisów bezmięsnych na Wielki Post, znalazłam przepis na naleśniki biszkoptowe. Szykując obiad w piątek zaryzykowałam i użyłam tego przepisu. Wyszły przepyszne, chrupiące, leciutkie i słodki twaróg bardzo dobrze do nich pasował. Dzieciom smakowały takie jakie wyszły, więc nie doczekały zapiekania.

Przepis pochodzi z książki „Obiady u Kowalskich” Jadwiga Kłosowka.

Naleśniki biszkoptowe – ok. 20 naleśników, mi wyszło 14naście. Czas przyrządzania ok. 30 minut. Wartość kaloryczna 2 naleśników: 190 kcal.

2 szklanki mąki – użyłam pszenną Szadkowską, 4 jajka, szczypta soli, 2-3 łyżki wody, 1 łyżka stopionego masła lub oliwy (ja dałam olej), ok. 2 szklanek mleka

Do mąki dodać żółtka i resztę składników, dokładnie rozcierając lub miksując płyn. Dodać w końcu sztywno ubitą pianę z 4 białek, lekko wymieszać i smażyć naleśniki jak poprzednio, tylko nieco grubsze.

Naleśniki biszkoptowe są pulchne. Przeznacza się je na ogół do farszów słodkich: z owoców, twarożku lub orzechów.

 

 

 

Prezent „Na …” – pudełko z przydasiami

Jakiś czas temu w grupie na Facebooku ” Grupa Inspiracyjna. Coś z niczego czyli pomysłowe i praktyczne rzeczy.” przewijały się pomysły na prezenty z różnych okazji. Szukałam inspiracji do zrobienia prezentu wikaremu z naszej parafii, który dostał przeniesienie w inne miejsce. Młody ksiądz starał się czynić dużo dobra mimo niełatwych czasów i nie mogłam tak po prostu pomachać mu na pożegnanie.

Kilka inspiracji:

  1. Prezent złożony z wielu małych rzeczy. Najczęściej był to prezent dla nowożeńców, w ładnej skrzyneczce, ozdobionej imionami i datą ślubu. Główna zasada to włożenie rzeczy/przedmiotów z przeznaczeniem i karteczką z opisem np. Na przyszłość – smoczek, Na ból głowy – Apap, Na rozmnożenie – kupony totolotka itd.
  2. Zbiór pozytywnych myśli/mądrych cytatów w postaci pozwijanych pojedynczych papierków włożonych w ozdobione pudełko z jakąś śmieszną/poważną myślą przewodnią.
  3. Coś praktycznego co dana osoba potrzebuje.

Postanowiłam połączyć te pomysły – nie chodzi mi teraz o chwalenie się co ja też zrobiłam, jaka jestem wspaniała a raczej o podsunięcie pomysłu dla kogoś bliskiego waszemu sercu. Sama gryzłam się z myślami czy to będzie ok, ale ryzyk fizyk. Jak potrafiłam tak postanowiłam podziękować za jego pracę tym bardziej, że z jego strony spotkało mnie samo dobro.

Powstał pomalowany farbami akrylowymi karton z przedmiotami/rzeczami z przeznaczeniem czyli „Na…” , kartka z życzeniami, ciepły duży koc (na zdjęciu jest karteczka „Na mroźne noce” przykleiłam ją do opakowania koca).

Lista była taka:

Na mroźne noce – koc, dodany do pudełka, które zawierało:

Na pamiątkę – obrazki rysowane przez moje dzieci

Na wszelki wypadek – lista numerów alarmowych

Na odprężenie – płyta z muzyką

Na lepszą widoczność – opaski odblaskowe

Na wspomnienie lata – płatki z zapachem róży

Na osłodę – wafelek

Na rozgrzewkę – herbata

Na czarną godzinę – puszka z paprykarzem – co bardzo rozśmieszyło moją ośmioletnią córkę

Na miłe chwile lub długie rozmowy – dwie filiżanki ze spodkami, z włożonymi do nich słodyczami.

Na złote myśli – karteczki samoprzylepne w kolorze świeżej trawy

Na chwile zwątpienia – pudełko z 179 pozytywnymi myślami, na pudełku były przyklejone napisy – Gdy ci smutno, gdy ci źle, weź karteczkę pokrzep się. Karteczek nie zwijałam tylko składałam. Niestety brak czasu wymógł takie rozwiązanie. Myśli, zdania, sentencje głównie chrześcijańskie bazujące na Biblii oraz dziele „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis. Są wśród nich też takie popularne, mega pozytywne i coś z miłych chwil z jego życia duszpasterskiego. Na liście jest 181 cytatów, dwa mi się nie spodobały i ich nie włożyłam. Zbierałam te wpisy przez dwa miesiące, 12 stron do wydrukowania.  Do pobrania Klik TU

Zdjęcie niestety niespecjalne, mój telefon coś ostatnio szwankuje.

 

Świadectwo z czerwonym paskiem – wyścig szczurów czy nagroda?

Kilka chwil temu przeczytałam na stronie Budząca się szkoła artykuł pod tytułem ” Świadectwo z czerwonym paskiem” jest bardzo interesujący i polecam go waszej uwadze. Zacytuje wam co ważniejsze części:

„Na czym polega problem ze świadectwami z czerwonym paskiem i walką o jak najwyższą średnią? Wiele osób nie widzi niczego złego wyścigu szczurów i w wywoływaniu wrażenia, że ten jest najwięcej wart, kto zebrał najwięcej szóstek i piątek.”

„Często zdarza się, że absolwenci, którzy ukończyli szkołę z bardzo dobrymi wynikami i mogą się pochwalić świetnym świadectwem maturalnym, nie wiedzą, w którą stronę chcieliby w życiu iść, który kierunek wybrać. Nie wiedzą, co dalej robić, bo w szkole nie odkryli swoich silnych stron. Dla mnie to porażka szkoły, bo sukcesu w życiu nie odnoszą ci, którzy w szkole mieli najwyższe oceny ze wszystkich przedmiotów, ale ci, którzy w szkole rozwinęli swoje zainteresowania i pasje! W życiu, jak mówi profesor neurobiologii Gerald Hüther, sukcesu nie odnoszą pilni „wypełniacze obowiązków” (niem. Pflichterfüller), którzy uwierzyli, że drogą do sukcesu jest robienie tego, czego oczekują od nich inni, ale ci, których napędza motywacja wewnętrzna i którzy zgłębiają interesujące ich dziedziny nie dlatego, że ktoś im kazał, ale dlatego, że tego chcą, że ich to interesuje.
Tak więc chodzi tu o zupełnie różne podejścia do nauki. Szkoła, w której największym sukcesem jest wysoka średnia ocen ze wszystkich przedmiotów stawia na motywację zewnętrzną i na sterowanie młodymi ludźmi za pomocą kar i nagród (oceny); szkoła, która za cel stawia sobie stworzenie środowiska umożliwiającego rozwój potencjału każdego ucznia, dostrzega wszystkie bez wyjątku talenty.”

„Problem w tym, że tradycyjny, pruski system edukacji każe im dostrzegać bardzo wąski zakres talentów. Wiele uzdolnień nie może się w szkole ujawnić, a więc nie może być również rozwijana. Szkoły kształcą dziś – podobnie jak w XIX wieku tak , jakby wszyscy mieli zostać profesorami uniwersyteckimi. A co z osobami, które będą kiedyś pisać piosenki, zakładać ogrody, pomagać ludziom starym i chorym, co z talentami tych, którzy zostaną fryzjerkami, mechanikami samochodowymi czy kreatorami mody? Czy ich talenty nie zasługują na to, by mogły być rozwijane w szkołach? Czy można kształcić wszystkich, w taki sam sposób i wymagać od wszystkich tego samego w takim samym czasie?”

„Sukces odniosą w życiu tylko ci, którzy w siebie uwierzą. Dlatego powinniśmy przestać zachęcać młodych ludzi do zbierania samych szóstek i piątek, a skupić się na tym, by w szkole mogli odkryć i rozwijać swoje pasje i talenty. Wtedy i jako nauczyciele i jako rodzice będziemy mogli odejść od roli nadzorców, którzy wciąż muszą pokazywać marchewki lub kijki.
Rozumie to coraz więcej nauczycieli, a efekty innego podejścia widoczne są bardzo szybko. Głównie dotyczy to motywacji.”

Pani Marzena Żylińska swój artykuł okrasza wieloma przykładami z życia wziętymi. Przeczytajcie, wyciągnijcie wnioski, może zmieni on wasze podejście w przyszłym roku szkolnym, a może utwierdzi was w tym, że dobrze myślicie.

Poducha za instrument

W zeszłym roku, jakoś chyba w grudniu w naszej parafii powstała schola. Śpiewają w niej głównie dziewczynki, kilka z nich ma piękne czyste glosy. Dzieciaki mają zapał do śpiewania ale brakowało im instrumentów. Ogłoszona została ich zbiórka, ale niestety skutek był mizerny. Bardzo lubię szyć dla dzieci ale nie znoszę szyć do szuflady. Moje pociechy bardzo by się cieszyły gdybym szyła tylko dla nich, ale pokój by pękał w szwach a to nie oto chodzi. Od czasu do czasu coś dostaną spod maminych rąk i wtedy uśmiech nie schodzi z ich buzi. Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Przedstawiłam pani Katarzynie prowadzącej scholę pomysł, że można by uszyć poduchy, przytulaki i wymienić je na instrumenty lub środki na nie. Przy okazji dzieci nauczą się czegoś mądrego. Pomysł jej się spodobał a ja przystąpiłam do organizacji. Materiały miałam zachomikowane, blaty filcowe jeszcze też, zapas nici leżał w szafce, dwie maszyny już nerwowo stukały igłami, głowa pełna pomysłów też się znalazła i to niejedna. Problemem była kulka silikonowa do wypełnienia uszytków. Firma S line pomogła nam go rozwiązać. Za co jesteśmy jej bardzo wdzięczne. Kurier przywiózł wielki worek pięknie białych, super milusich puszków. Kulka okazała się niezwykle sprężysta i leciutka. Mam już doświadczenie z niejednym wypełnieniem i szczerze mówiąc to było najlepsze.

Poduchy typowo chłopięce rozeszły się dosyć szybko w wielu egzemplarzach. Do lokomotywy weszło całkiem sporo wypełnienia  bo i rozmiar jest jej spory.

Helikopter był dosyć trudny do uszycia, wymagał szycia ręcznego ale bardzo mi się podoba mimo niedociągnięć.

Czerwona rakieta zrobiła furorę.

Klasyczne poduchy ze zwierzątkami też znalazły swoich amatorów, jedynie biedny konik nadal szuka swojego domu.

Sowy były pomysłem mojej córki. Jedna z nich jeszcze siedzi na gałęzi i czeka na swoją małą właścicielkę, ale na dniach odfrunie do domku.

Część instrumentów w tę niedzielę została oddana już dzieciakom, kolejne trzeba odebrać z poczty, albo odebrać od darczyńców.

Na chwilę obecną dzieciaki już mają:

Zestaw perkusyjny, 9 elementów, firmy Stagg wraz z plecaczkiem do ich przenoszenia.

Dzwonki chromatyczne 27 tonowe, z filcowym etui, z kieszonką na pałeczki.

Marakas i bębenek z pałeczką.

Dziękujemy wszystkim osobom, które przyczyniły się do uzbierania naszego instrumentarium.

 

Edit 3.07.2017 r.

Dotarł kolejny instrument. Gdybyście potrzebowali kiedyś dzwonki, gorąco polecam tę firmę. Są bardzo starannie wykonane, pełna precyzja i profesjonalizm. Pięknie brzmią, ciepło, miękko, jestem zauroczona.

 

%d blogerów lubi to: