Darmowe e-podręczniki do Biologii

Miałam tyle mysli i pomysłów na wpis a teraz pustka w głowie. Może to wiosna? Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty! Chciałam Wam polecić pewną książkę do ćwiczenia z dziećmi gramatyki z pokazaniem przykładowych zadań. Niestety, wydawca nie zezwala na elektroniczne wykorzystanie nawet części książki (te dwie strony już są częścią) więc muszę poczekać aż dostanę e-mail zwrotny od wydawnictwa. Jeśli dostanę zielone światło to pokażę Wam coś ciekawego.

Na rynku jest mnóstwo pozycji, książek, albumów, atlasów, zeszytów ćwiczeń pozwalających posiąść nową wiedzę i usystematyzować już tę nabytą.  Wczoraj zastanawiałam się z mężem czy jednak tradycyjne książki długo się utrzymają na rynku. W pewnym stopniu pewnie tak. Łatwiej przecież wgrać książki elektroniczne do tabletu, ekologiczniejsze to i lżejsze niż cały plecak z podręcznikami.  Zaraz ktoś mi zarzuci, że ale skąd brać podręczniki elektroniczne, że to szkodliwe dla wzroku itd. Każda epoka rządzi się swoimi prawami.

Nawet nie wiedziałam, że od jakiegoś czasu są dostępne za darmo książki do Biologii – seria Teraz Biologia Gimnazjum to seria 5. nowoczesnych e-booków przygotowanych przez zespół doświadczonych autorów podręczników szkolnych, zgodnie z najnowszymi standardami wymagań MEN. Seria obejmuje cały zakres materiału do nauki biologii na poziomie szkoły gimnazjalnej.  I powiem Wam, że naprawdę bardzo wygodnie się je czyta na tablecie. My korzystaliśmy z programu na Android i sklepu Google play. Ale jak się okazuje są dostępne też w Nexto jako zupełnie darmowe e-booki. Oby więcej takich okazji.

Po kliknięciu z zdjęcie możecie przejść na stronę konkretnej części książki. Do pobrania za 0 zł.

cz1   Część pierwsza serii obejmuje:  wprowadzenie do biologii,  wirusy i bakterie, protisty i grzyby,tkanki roślinne i zwierzęce

 

 

 

 

cz2  Część druga serii obejmuje:królestwo roślin,czynności życiowe roślin, królestwo zwierząt, czynności życiowe zwierząt

 

 

 

 

cz3  Część trzecia serii obejmuje: powłoka wspólna ciała człowieka, układ narządów ruchu człowieka, układ pokarmowy człowieka, układ krążenia człowieka

 

 

 

Część czwarta serii cz4obejmuje: układ oddechowy człowieka,układ wydalniczy człowieka, układ dokrewny człowieka, układ nerwowy człowieka, układ rozrodczy człowieka

 

 

 

 

cz5  Część piąta serii obejmuje: podstawy genetyki, ewolucja biologiczna, podstawy ekologii, człowiek i środowisko

Reklamy

Potrzeba snu, relaksu i słońca

Wczoraj był piękny, wiosenny dzień. Było tak ciepło i słonecznie. Przed domem wybiły się już pierwsze roślinki, a nawet zauważyłam , że rozrosły się poziomki. Pierwsze prace w ogródku za nami. Dziś niestety pogoda już nie była taka ładna i zostałyśmy w domu. Kilka różnych myśli chodzi mi po głowie. Kilka tematów na wpis, ale jestem strasznie śpiąca, do tego jeszcze maleństwo potrzebuje, żeby je przytulić. Sami rozumiecie. Środek nocy, cisza w domu i można by ją wykorzystać twórczo, ale już nie dziś.  Dziś zrobiłyśmy masę papierową i teraz dzieła naszych rąk i rączek schną, zjadłyśmy pyszny obiadek (choć unikam gotowców te pierogi były naprawdę pyszne. Jutro Wam zdradzę kto takie pyszności robi),  przeczytałam ciekawy fragment książki Kena Robinsona TU i pewnie jeszcze ze sto innych spraw miałam dziś na głowie.

” (…) Dzieci zaczynające szkołę w tym roku będą przechodzić na emeryturę w roku 2070. Nikt nie ma pojęcia, jak świat będzie wyglądał za dziesięć lat, nie mówiąc już o 2070. Zmianę napędzają dwa główne czynniki – technologia i demografia.
Technologia – w szczególności technologia cyfrowa –rozwija się w tempie, jakiego większość ludzi nie jest w stanie właściwie uchwycić. Przyczynia się także do tego, co niektórzy eksperci nazywają największą luką pokoleniową od czasów rock and rolla. Ludzie powyżej trzydziestego roku życia urodzili się przed początkiem cyfrowej rewolucji.
Nauczyliśmy się używać technologii cyfrowej – laptopów, aparatów, palmtopów, Internetu – jako dorośli i było to jak nauka obcego języka. Większość z nas radzi sobie dobrze, niektórzy są nawet ekspertami. Wysyłamy e-maile, obsługujemy PowerPointa, surfujemy po Internecie i czujemy,że odkrywamy nowe horyzonty. Jednak w porównaniu z większością ludzi poniżej trzydziestki i z pewnością poniżej dwudziestki, jesteśmy kiepskimi amatorami. Ludzie w tym
wieku urodzili się po początku rewolucji cyfrowej. Nauczyli się języka cyfrowego jak swojego własnego.
Kiedy mój syn James odrabiał zadanie domowe, miał w komputerze otwartych pięć albo sześć okien, czat migał bez przerwy, komórka dzwoniła co chwilę, ściągał muzykę i
oglądał telewizję przez ramię. Nie wiem, czy odrabiał jakiekolwiek zadanie, ale z tego, co widziałem, zawiadywał imperium, więc tak naprawdę mnie to nie obchodziło.
Jednak młodsze dzieci, które dorastają wśród jeszcze bardziej wyszukanych technologii, już wyprzedzają nastolatków z jego pokolenia. A ta rewolucja się nie skończyła. Tak naprawdę, ledwie się zaczęła. (…)” (fragment fragmentu)

Żeby nie było Wam smutno zostawiam Was z moim zającem, a w zasadzie z już z zającem mojej córci. Przyjemniaczek nie ma jeszcze ubranka, ale z czasem zostanie ubrany. Jest plan, żeby do świąt powstało całe zajęcze stadko zająców Tilda.

Zając Tilda

Czwartkowo, pączkowo, radośnie, bajkowo

Oj długo nie pisałam. Jakieś choróbsko próbowało mnie rozłożyć i oprócz walki z nim, nie miałam na nic siły. Totalnie nic mi się nie chciało, miałam dosyć zimy i tej szarówki i wszystko mnie bolało i i i …. Ale całe szczęście jest już dobrze, optymistycznie i radośnie. Będzie to brzmiało strasznie ale to napiszę. Byliśmy w zeszłą niedzielę z dzieciakami na zakupach i chyba ten długi, spokojny spacer naładował moje akumulatorki i smutki zgubiły się po drodze. Dlaczego piszę, że brzmi to strasznie? Ponieważ, niedziela w naszym domu jest dniem dla rodziny i są ważniejsze sprawy niż zakupy. To już ostateczność. Dlaczego ta wyprawa naładowała moje akumulatorki? Ponieważ, zdałam sobie sprawę (po raz kolejny) jakie mam wspaniałe dzieci. Maszerują bez marudzenia mimo, że było trochę zimno. W sklepie pytają o to czy o tamto, ale nie ma scen histerii, że coś chcą a nie mogą dostać (nigdy ich nie było). Starsze troszczą się o młodsze i razem prowadzą wózek. Są kochane, uśmiechnięte, po prostu sielanka.

Dziś tłusty czwartek. Upiekłyśmy pączki, razem je turlałyśmy, ćwiczyłyśmy ułamki, śmiałyśmy się i nawet najmłodszy berbeć, który na wszystko i o wszystko woła „mama” swoim słodkim głosikiem, poczuł atmosferę i był bardzo grzeczny. Ostatnio jak mama znika z pola widzenia to jest straszna tragedia. Całe szczęście z tego wyrośnie i pewnie nie raz jeszcze do tego zatęsknię.

Jak macie ochotę to przyłączcie się do zabawy u Margarytki (kliknijcie w zdjęcie). Znajdziecie tam również linki do sprawdzonych przepisów na pączki, faworki, gniazdka, oponki i wiele wiele innych.

DSC07672

A jak już wrzucicie swoje zdjęcia to zapraszam do przeczytania bajki na dobranoc.

Bajka 262. Izabela Mikrut

Raz słowik zaprosił słonicę na pączki.
Słonica z wrażenia dostała gorączki
i trąbą już macha, oczami też błyska
i marzy o pączkach zjadanych z półmiska.
W cukierni zrobili tych pączków bez liku,
stos pączków i słowik są już na stoliku.
Słonica gna szybko i jeszcze przyspiesza
i płaszcz swój po drodze odrzuca na wieszak.
Nie może iść z gracją, dostojnie, powoli,
bo pączki czekają! I słowik! I stolik!
U celu hamuje nogami czterema.
Jest stolik i słowik. A pączków… cóż… nie ma.
I stoi słonica, i nie wie, co teraz,
a słowik swój dziobek serwetką wyciera
i widzi słonica to już jak na dłoni,
że przed nią był słowik, a siedzi już słonik,
co tak się tych pączków przepysznych dziś najadł,
że chudnąć on będzie najpewniej do maja.
A jeśli do maja nadwaga nie minie,
słonica za niego zaśpiewa w jaśminie.

A dodatkowo buzia mi się śmieje, bo kilka dni temu przyszła przesyłka z tkaninami i jutro zasiądę do maszyny i w końcu uszyję coś o czym pisałam TU słuchając ciekawego audioboka.

Baśnie Hansa Christiana Andersena do pobrania za 0 zł.

Wielkimi krokami zbliża się jesień. Dawno nie pisałam, bo jak ta wiewióreczka czy też jeż robię zimowe zapasy. Nie znoszę co prawda do domu orzechów ani ziarenek ale dzielnie robię zaprawy. Jest to dosyć czasochłonne więc nie mam za bardzo czasu wstawiać nowe wpisy na blog. Kiedy obieram, siekam, zakręcam, dziecię moje mi asystuje wyjadając co trzeba, krojąc i wykrawając lub ćwicząc matematykę. Na otarcie łez mam dla Was 29 baśni Hansa Christiana Andersena za całkowitą darmochę. Wystarczy tu zrobić KLIK i ściągnąć na swój dysk. Wkładacie je do koszyka ale nic nie płacicie. Szczerze Wam powiem, że niektóre tytuły zupełnie mnie zaskoczyły. A jeśli pobuszujecie chwilę w kiosku, to znajdziecie również za darmo na przykład Calineczkę, Robinsona Crusoe a nawet Księgę Dżungli.

A jak już zakończe zaprawy podzielę się z Wami naszą galerią kasztanowo – żołędziowych stworków. Kasztany nazbierane, żołedzie też, ludki z Playmobil mają wygodne fotele z łupin kasztana.  Więc do przeczytania i zapraszam do pobierania Baśni bo naprawdę warto.

Co było dalej… ?

W zeszłym tygodniu pisałam, że zabieram się za czytanie Hobbita. Ogłaszam, że już przeczytany. Bardzo fajna książka przygodowa dla osób z dużą wyobraźnią. Faktycznie lepiej najpierw przeczytać tę pozycję a potem Władcę pierścienia. Odwrócenie kolejności równa się mniejszej ciekawości i napięciu co będzie dalej… Jak potoczą się losy hobbita? Zastanawiałam się nad czytaniem kolejnych pozycji pana Tolkiena ale zrezygnowałam. Na razie wystarczy.

Jako, że czytałam Hobbita na telefonie poszłam za ciosem i wgrałam sobie kolejne książki. Forma e-booków jest bardzo fajna. Co prawda bardziej męczy sie wzrok (niestety nie mam pożądnego czytnika) i nie ma przy czytaniu „tego czegoś”, tego klimatu charakterystycznego dla papierowej książki, który bardzo lubię. Niewątpliwą zaletą e-booków jest ich mobilność i szybszy, łatwiejszy do nich dostęp. Wystarczy poszukać w sieci sklepu z e-bookami, kupić, zapłacić i ściągnąć wybraną pozycję na dysk. Nie mówiąc już o tym, że często możemy ściągnąć darmowy fragment i poprostu sprawdzić czy dana pozycja nam odpowiada. Często przecież mimo polecenia przez znajomych okazuje się, że książka nam zupełnie nie podeszła i żałujemy wydanych pieniędzy. Po tradycyjną książkę musimy wybrać się do księgarni (jej koszt często jest wyższy niż ebooka) lub do biblioteki a w zimowy, mrożny dzień jest to wątpliwa przyjemność.

Już dawno się przymierzałam do przeczytania lub posłuchania „Domu nad rozlewiskiem” Małgorzaty Kalicińskiej. Ze względu na słabe łącze nie ściągnęłam sobie darmowego fragmentu z kiosku i zdecydowałam się na formę elektroniczną książki. Jakbyście chcieli to TU  jest link do darmowego fragmentu audiobooka.

Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Zaczarowała mnie, urzekła i po przeczytaniu jej poczułam niedosyt i od razu sięgnęłam po „Miłość nad rozlewiskiem” choć kolejność czytania powinna być nieco inna. Nie oglądam telewizji więc mój odbiór książki nie był w żaden sposób spaczony lub zasugerowany poprzez serial telewizyjny. Powieść jest napisana przyjemnym językiem, latwo się ją czyta można by rzec, że pożera. Losy bohaterów są zaskakujące i każda z nas odnajdzie w nich cząstkę siebie samej. Co prawda kilka rzeczy mnie drażniło w tej opowieści, że tak powiem sprawy natury moralnej, cielesnej. Wydaje mi się, że w naszym zagonionym świecie nie jedna z nas  popełnia ten sam błąd co trzy główne bohaterki książki. Autorka pokazała rzeczywisty świat taki jaki jest i może dlatego tak bardzo się to zauważa. Mało która dziewczyna szanuje się i czeka z tymi sprawami do ślubu, dopiero po latach budzac się z ręką w przysłowiowym nocniku i plując sobie w brodę jak mogłam być taka głupia.

Kilka cytatów z książki:

Tak, kiedyś nawet lubiłam shopping. Teraz zmusiłam się do pójścia z Manią. Lubimy swoje towarzystwo. Lubię to, co mówi, jak reaguje, co wybiera dla najbliższych, ale reszta…
Otacza nas sama reklama. Wszystko, od wystaw, przez świąteczne obniżki, po muzykę lecącą w sklepach (w każdym inną) woła do mojego portfela. Jestem frajerem, na którego się poluje, do którego modlą się ceny, kolory, ekspedientki. Mam wyłożyć kasę, kupić i spadać.”

„Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to, co robimy, to pozłotka, nic ważnego w sensie ogólnoludzkim. „Pracuję dla zysku firmy”. „Formuję gusta społeczne”. „Pomagam kanalizować zapotrzebowanie i popycham do przodu gospodarkę rynkową”. Jezu! Jakiś absurd! Kanał!
Reklamujemy rzeczy tylko po to, żeby się sprzedały, napędziły kasę nam i producentowi.
Nic poza tym się nie liczy. Człowieka i jego potrzeb nie ma. On ma tylko kupić i nie narzekać.
To jakaś paranoja!
Gigantyczne pieniądze na reklamę nowego proszku, który jest gówniany. Kampania
reklamowa paraleku, który od dawna jest w aptekach, ale pod starą nazwą, więc trzeba wzmóc sprzedaż. Ogromna forsa ładowana w telewizyjną reklamę sieci sklepów, która wyzyskuje swoich pracowników, upodlając ich i poniewierając nimi niczym niewolnikami, stosuje niedozwolone chwyty handlowe, towar ma tani, ale byle jaki. Jedno wielkie oszustwo, a ja dobrze sobie z tego oszustwa żyję.

„Włączałam telewizję. Koszmar.
Durne memlanie, reklamy gówien, idiotyczne seriale dla półmózgów, programy dla
dzieci. Siedziałam w fotelu i beczałam. Nie umiem żyć…”

„Wiesz, mamo, chyba umiałabym załapać jakoś te rytmy.
– Jakie?
  – No, palenie w piecu, noszenie drewna, gnój w oborze. To wszystko jest takie potrzebne, prawdziwe, konieczne, logiczne, że aż przyjemnie się to robi.
– A to takie zwykłe życie, prawda? Kampania reklamowa nowego proszku wydaje się
przy tym nieistotna, głupia.”

„Boże! Mam przecież dopiero czterdzieści parę lat! Dopiero się rozkręcam! Mam siłę,wiedzę, doświadczenie! Nie mam maleńkich dzieci i obowiązków domowych! Moja wiedza jest sto razy większa od wiedzy dzieciaków z działu promocji! Ja jedyna mam jeszcze jako tako opanowaną gramatykę i ortografię, wiedzę ogólną…
Szlag! Przecież to się nie liczy! W „kompie” jest Tezaurus, w internecie – wszystko. To co się liczy? Młodość! Brak zahamowań, nonszalancja, „cel uświęca środki”, „za wszelką cenę”. Nie pasuję tu z moimi manierami, wahaniami, poglądami…”

Ta powieść jest bardzo prawdziwa, życiowa. Nie wszystkim się jednak podoba i spotkałam się z różnymi opiniami na jej temat. Każdy z nas czy każda z nas ma inny gust, czego innego poszukuje i dobrze. Inaczej świat byłby bardzo nudny.

Autorka ma bardzo ładnie zrobioną stronę internetową i nawet prowadzi swój blog. Zaprasza tu.

Wiem, wiem moje ostatnie wpisy są mało zwiazane z tematem edukacji i dzieci. Obiecuję się poprawić jak tylko wpadnie mi w ręce coś interesującego. W chwili obecnej córcia kolejny raz czyta „Filonka Bezogonka” i ” Nowe przygody Filonka Bezogonka”. Bardzo jej się ta pozycja spodobała a dla lubiących słuchać TU możecie odsłuchać fragment.

Prezenty na Dzień Babci i Dziadka

Niedługo Dzień Babci i Dziadka (21/22.01) z tej okazji każdy brzdąc zapewne własnoręcznie przygotuje jakiś mały, miły upominek. Żeby ułatwić Wam to zadanie podpowiem jakie nam wpadły pomysły do głowy. Jakiś czas temu kupiłam  „Sam przygotowuję prezenty – ebook”, cena nie wygórowana 5,04 zł. Wybrałyśmy dwie – co ja piszę trzy – interesujące nas propozycje, a mianowicie kwiatek na patyku z kolorowego papieru, folii i guzika, motylka malowanego paluszkami oraz papier do pakowania prezentu ozdobiony stempelkami z ziemniaka. Można takiego motylka wyciąć i zrobić z niego laurkę. Kombinacji jest wiele: może być pojedynczy lub podwójny, sam może być laurką- kartką lub może wyfruwać z kartki. Miłej pracy!

Z malowaniem paluszkami nasze najmłodsze szczęście sobie mam nadzieję poradzi a ozdobienie koperty czy papieru stempelkami sprawi mu pewnie też wiele frajdy. Ostatnio malowanie farbami dzieciaki uwielbiają ale stół wyglądał ostatnim razem jakby przeszedł tamtędy pułk wojska a nie malowały przy nim dwie małe dziewczynki.

Chciałam wkleić do wpisu zdjęcia ze sposobem wykonania w/w prezentów ale po wklejeniu są dosyć niewyraźne.  Kliknijcie w okładkę poniżej i ściągnijcie mały plik pdf. Zawiera on – stronę tytułową, spis treści i sposoby wykonania papieru i motylka. Kwiatek możecie ściągnąć oddzielnie TU. Na chomiku znajdziecie je TU.

Sam przygotowuje prezenty - ebook

Sam przygotowuję prezenty – ebook

Prezenty z ubiegłych lat to: czekoladki z chocolissimo.pl, kwiaty zamawiane z dostawą do domu, magnesy na lodówkę ze zdjęciami dzieci. Niestety nie mieszkamy w tym samym mieście co dziadkowie a nie zawsze możemy dojechać do nich w ten dzień. Troszkę nam to utrudnia sprawę dotarcia z życzeniami, ale nie poddajemy się i co roku wymyślamy coś innego. Może dzięki temu dzieci będą bardziej kreatywne i bardziej im się będzie chcieć?

%d blogerów lubi to: