Gdybym tak wiedział!

„…Ale co ci jest? Chory jesteś? Oberżysta posiniał. Oparł się ciężko o stół, by nie upaść. Szeptał sam do siebie słowa bez związku. Otoczyli go pozostali podróżni:
– Co mówisz?
– To był on! To był on! Gdybym tak wiedział!
Poczciwy oberżysta z drogi do Emaus, patron tych wszystkich, którzy mówią:

GDYBYM TAK WIEDZIAŁ!

Gdybym tak wiedział, tamtego dnia, gdy byłem młody i moje serce płonęło słuchając Słowa,gdybym wiedział, że to on do mnie mówił, porzuciłbym wszystkie te głupstwa, które mnie przytłaczały, by lepiej go słuchać.
Gdybym tak wiedział, gdy całe życie stało przede mną otworem, gdybym wiedział, że to on dawał mi to życie, jedyne, bym pracował dla królestwa niebieskiego, gdybym tak wiedział, o ileż lepiej pokierowałbym nim!
Gdybym tak wiedział, gdy przygniatało mnie cierpienie, że to on mnie stawiał przed tym doświadczeniem, by dać szansę mojej wierności, gdybym wiedział, ileż miłości włożyłbym w niesienie tego krzyża!
Gdybym tak wiedział, tyle razy w moim życiu, jeszcze przed chwilą, że to był on, ten mężczyzna, ta kobieta, którzy potrzebowali mnie, mojego czasu, mojej uwagi, mojej przyjaźni…
Gdybym wiedział…
– Gdybym wiedział, że to był on! – Powtarzał oberżysta z drogi do Emaus.
Ale wewnętrzny głos szeptał na dnie jego serca:
– Jeszcze nie jest za późno! Jeszcze tysiąc razy w twoim tyciu, nawet za chwilę… TO BĘDZIE ON! Staraj się tym razem go nic przegapić! ”

Jean Aubrun „Zapomnieni z Ewangelii”, tłumaczenie Agnieszka Chevillotte, fragment rozdziału „Oberżysta z Emaus”. 

Dlaczego warto uczyć w domu

Czytałam wczoraj na stronie Polonia Christiana ciekawy artykuł na temat ED. O to fragment, który polecam pod rozwagę osobom zastanawiającym się nad tą formą nauki dla swoich dzieci.

Dzięki nauczaniu domowemu możemy:

1.  Zweryfikować zawartość materiałów naukowych dziecka.

2. Przekazać dzieciom prawdy Wiary oraz związany z nią system wartości, którym będzie się kierować przez całe życie.

3. Pokazać, że nauka nie musi być nudna, a może być zabawna i ekscytująca.

4. Dopasować sposób nauczania do potrzeb dziecka.

5. Poświęcić więcej uwagi na problemowe zagadnienia, oraz umożliwić zgłębienie interesujących go tematów.

6. Stworzyć plan dziecka dopasowany do zajęć rodziny, co nie jest możliwe przy powszechnym nauczaniu.

7. Ochronić swoje dziecko przed negatywnymi wpływami występujących patologii, jakie mogą ich napotkać w publicznej szkole.

8. Poświęcić więcej czasu na rozwój indywidualnych talentów dzieci (muzyczne, artystyczne, matematyczne etc.).

9. Poruszać „delikatne problemy” kiedy dziecko będzie na to gotowe, a nie kiedy system edukacji tak uważa.

10. Pokazać sposób zastosowania zdobytej wiedzy w życiu codziennym, np. przy drobnych naprawach, konstruowaniu karmników, poprzez zwiedzanie miejsc związanych z literackimi bohaterami powieści, etc.  

11. Efektywniej wykorzystać czas nauki z dzieckiem, gdyż nauka przebiega indywidualnie lub w kilku osobowych grupach.

12. Umożliwić dziecku swobodne zadawanie pytań, na które zawsze uzyska odpowiedź, nawet w przykładowej sytuacji: „nie znam odpowiedzi na twoje pytanie, ale poszukajmy jej razem”.

13. Pogłębić indywidualną relację z dzieckiem oraz czuwać nad jego prawidłowym rozwojem.”

Całość artykułu TU.

Wiosenna radość, prace w ogrodzie i wiele więcej

Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy bardzo wcześnie bo już przed 7 rano. Słoneczko leniwie wstawało, rozwiewała się poranna mgła. Zapowiadał się ładny dzień i taki jest. Jak dobrze jest móc popracować już w ogrodzie i obserwować jak kwiatki wychylają swe listki spod jesiennych liści. Dobrze czytacie „jesiennych”. Jesienią niestety nie mogłam poszaleć z grabiami i paleniem liści i wiosną przed domem mam jesień. Roślinki próbują się przebić przez ich warstwę. Kursy z taczką i gimnastyka z szuflą to są jak dla mnie najlepsze ćwiczenia na zastane pozimowe kości i wygonienie lenia. Ja wiem, że mycie okien też jest dobre, ale to dopiero przede mną – taki przeplataniec żeby było ciekawiej.

Jak człowiek tak wystawi buzię do słońca i pomyśli o tych wszystkich kolorach wiosny, to myśli niepostrzeżenie uciekają do świąt. Każda z nas chyba już powoli planuje ten przedświąteczny czas, tak aby na kilka dni przed świętami mieć jak najlepiej rozplanowane prace i móc skupić się na religijnym wymiarze Wielkiego Tygodnia. W końcu obrzędy zaczynają się już dużo wcześniej niż bieg ze święconką. W zeszłym roku byliśmy w Wielką Sobotę wieczorem w Kościele i to był „magiczny ” czas.Niestety mało kto pamięta o obrzędach i tradycji.

Dla przypomnienia polecam zajrzenia do książki Hanny Szymanderskiej „Polskie tradycje świąteczne” fragment do ściągnięcia TU i druga pozycja Katarzyna Krzan „Święta, święta… „ do pobrania TU. Bardzo ciekawe pozycje, cytując ze wstępu do jednej z nich:

„W polskiej tradycji istnieje szereg świąt podporządkowanych rokowi liturgicznemu w Kościele. Z „wielką pompą” obchodzi się tylko Boże Narodzenie (a raczej komercyjną Gwiazdkę) i Wielkanoc, które stają się coraz częściej świętami zakupów, a nie czasem spędzanym w rodzinnym gronie. Warto pamiętać nie tylko o podstawowych świętach, ale również o tych mniej popularnych, a przede wszystkim – dobrze jest wiedzieć, jak je obchodzić zgodnie z Tradycją, a nie z poradami z kolorowych czasopism. Z tego ebooka dowiesz się jak bogata jest polska tradycja świętowania. Znajdziesz tu praktyczne porady, jak spędzać świąteczny czas, jak się do niego przygotować oraz jakie znaczenie mają wykorzystywane podczas świąt symbole.”

Już mi się marzą te baby, mazurki i kolorowe jajka, smak białej kiełbaski i odnowa duchowa w sercu w końcu jest za co dziękować Bogu.

No nic, zajrzyjcie do tych książek bo są ciekawe i pomogą w rozmowach z dziećmi i odpowiedzi na wiele ich pytań. Dla tych z Was zainteresowanych otoczką kościelną, religijnym sednem zapraszam do Przewodnika po Triduum Paschalnym.

Wspominałam Wam kiedyś o portalu superkid.pl tam też znajdziecie wiele materiałów dotyczących Wielkanocy: kolorowanki, łamigłówki, książeczki, wierszyki, przykłady prac plastycznych, opowiadania i wiele innych.

Co było dalej… ?

W zeszłym tygodniu pisałam, że zabieram się za czytanie Hobbita. Ogłaszam, że już przeczytany. Bardzo fajna książka przygodowa dla osób z dużą wyobraźnią. Faktycznie lepiej najpierw przeczytać tę pozycję a potem Władcę pierścienia. Odwrócenie kolejności równa się mniejszej ciekawości i napięciu co będzie dalej… Jak potoczą się losy hobbita? Zastanawiałam się nad czytaniem kolejnych pozycji pana Tolkiena ale zrezygnowałam. Na razie wystarczy.

Jako, że czytałam Hobbita na telefonie poszłam za ciosem i wgrałam sobie kolejne książki. Forma e-booków jest bardzo fajna. Co prawda bardziej męczy sie wzrok (niestety nie mam pożądnego czytnika) i nie ma przy czytaniu „tego czegoś”, tego klimatu charakterystycznego dla papierowej książki, który bardzo lubię. Niewątpliwą zaletą e-booków jest ich mobilność i szybszy, łatwiejszy do nich dostęp. Wystarczy poszukać w sieci sklepu z e-bookami, kupić, zapłacić i ściągnąć wybraną pozycję na dysk. Nie mówiąc już o tym, że często możemy ściągnąć darmowy fragment i poprostu sprawdzić czy dana pozycja nam odpowiada. Często przecież mimo polecenia przez znajomych okazuje się, że książka nam zupełnie nie podeszła i żałujemy wydanych pieniędzy. Po tradycyjną książkę musimy wybrać się do księgarni (jej koszt często jest wyższy niż ebooka) lub do biblioteki a w zimowy, mrożny dzień jest to wątpliwa przyjemność.

Już dawno się przymierzałam do przeczytania lub posłuchania „Domu nad rozlewiskiem” Małgorzaty Kalicińskiej. Ze względu na słabe łącze nie ściągnęłam sobie darmowego fragmentu z kiosku i zdecydowałam się na formę elektroniczną książki. Jakbyście chcieli to TU  jest link do darmowego fragmentu audiobooka.

Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Zaczarowała mnie, urzekła i po przeczytaniu jej poczułam niedosyt i od razu sięgnęłam po „Miłość nad rozlewiskiem” choć kolejność czytania powinna być nieco inna. Nie oglądam telewizji więc mój odbiór książki nie był w żaden sposób spaczony lub zasugerowany poprzez serial telewizyjny. Powieść jest napisana przyjemnym językiem, latwo się ją czyta można by rzec, że pożera. Losy bohaterów są zaskakujące i każda z nas odnajdzie w nich cząstkę siebie samej. Co prawda kilka rzeczy mnie drażniło w tej opowieści, że tak powiem sprawy natury moralnej, cielesnej. Wydaje mi się, że w naszym zagonionym świecie nie jedna z nas  popełnia ten sam błąd co trzy główne bohaterki książki. Autorka pokazała rzeczywisty świat taki jaki jest i może dlatego tak bardzo się to zauważa. Mało która dziewczyna szanuje się i czeka z tymi sprawami do ślubu, dopiero po latach budzac się z ręką w przysłowiowym nocniku i plując sobie w brodę jak mogłam być taka głupia.

Kilka cytatów z książki:

Tak, kiedyś nawet lubiłam shopping. Teraz zmusiłam się do pójścia z Manią. Lubimy swoje towarzystwo. Lubię to, co mówi, jak reaguje, co wybiera dla najbliższych, ale reszta…
Otacza nas sama reklama. Wszystko, od wystaw, przez świąteczne obniżki, po muzykę lecącą w sklepach (w każdym inną) woła do mojego portfela. Jestem frajerem, na którego się poluje, do którego modlą się ceny, kolory, ekspedientki. Mam wyłożyć kasę, kupić i spadać.”

„Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to, co robimy, to pozłotka, nic ważnego w sensie ogólnoludzkim. „Pracuję dla zysku firmy”. „Formuję gusta społeczne”. „Pomagam kanalizować zapotrzebowanie i popycham do przodu gospodarkę rynkową”. Jezu! Jakiś absurd! Kanał!
Reklamujemy rzeczy tylko po to, żeby się sprzedały, napędziły kasę nam i producentowi.
Nic poza tym się nie liczy. Człowieka i jego potrzeb nie ma. On ma tylko kupić i nie narzekać.
To jakaś paranoja!
Gigantyczne pieniądze na reklamę nowego proszku, który jest gówniany. Kampania
reklamowa paraleku, który od dawna jest w aptekach, ale pod starą nazwą, więc trzeba wzmóc sprzedaż. Ogromna forsa ładowana w telewizyjną reklamę sieci sklepów, która wyzyskuje swoich pracowników, upodlając ich i poniewierając nimi niczym niewolnikami, stosuje niedozwolone chwyty handlowe, towar ma tani, ale byle jaki. Jedno wielkie oszustwo, a ja dobrze sobie z tego oszustwa żyję.

„Włączałam telewizję. Koszmar.
Durne memlanie, reklamy gówien, idiotyczne seriale dla półmózgów, programy dla
dzieci. Siedziałam w fotelu i beczałam. Nie umiem żyć…”

„Wiesz, mamo, chyba umiałabym załapać jakoś te rytmy.
– Jakie?
  – No, palenie w piecu, noszenie drewna, gnój w oborze. To wszystko jest takie potrzebne, prawdziwe, konieczne, logiczne, że aż przyjemnie się to robi.
– A to takie zwykłe życie, prawda? Kampania reklamowa nowego proszku wydaje się
przy tym nieistotna, głupia.”

„Boże! Mam przecież dopiero czterdzieści parę lat! Dopiero się rozkręcam! Mam siłę,wiedzę, doświadczenie! Nie mam maleńkich dzieci i obowiązków domowych! Moja wiedza jest sto razy większa od wiedzy dzieciaków z działu promocji! Ja jedyna mam jeszcze jako tako opanowaną gramatykę i ortografię, wiedzę ogólną…
Szlag! Przecież to się nie liczy! W „kompie” jest Tezaurus, w internecie – wszystko. To co się liczy? Młodość! Brak zahamowań, nonszalancja, „cel uświęca środki”, „za wszelką cenę”. Nie pasuję tu z moimi manierami, wahaniami, poglądami…”

Ta powieść jest bardzo prawdziwa, życiowa. Nie wszystkim się jednak podoba i spotkałam się z różnymi opiniami na jej temat. Każdy z nas czy każda z nas ma inny gust, czego innego poszukuje i dobrze. Inaczej świat byłby bardzo nudny.

Autorka ma bardzo ładnie zrobioną stronę internetową i nawet prowadzi swój blog. Zaprasza tu.

Wiem, wiem moje ostatnie wpisy są mało zwiazane z tematem edukacji i dzieci. Obiecuję się poprawić jak tylko wpadnie mi w ręce coś interesującego. W chwili obecnej córcia kolejny raz czyta „Filonka Bezogonka” i ” Nowe przygody Filonka Bezogonka”. Bardzo jej się ta pozycja spodobała a dla lubiących słuchać TU możecie odsłuchać fragment.