Srebrna róża z jesiennych liści

Od kilku lat robię róże z kolorowych jesiennych liści. Co roku mam  na nie troszkę inny pomysł. W tym roku po zrobieniu, pomalowałam je srebrnym sprayem. Wyglądają bardzo ładnie w zestawieniu z zielonymi gałązkami jałowca i dla kontrastu jesiennymi liściami. Dodatkową zaletą utrwalenia ich farbną jest to, że się nie zasuszają i nie skręcają, nie tracą połysku. Zazwyczaj po kilku dnmiach takie róże tracą swój urok, kurczą się i matowieją. Żeby cały czas wyglądały ładnie i świeżo, wystarczy po zrobieniu, zanurzyć je na chwilkę , ale dosłownie krótką chwilkę w wosku. Nie może być on gorący bo różyczka się nam zepsuje. Najlepiej taki w temperaturze pokojowej. Po zanurzeniu trzeba ją odstawić i nie dotykać, aby wosk wysechł. Niektórzy stosują lakier do włosów, ale ja jescze tak nie próbowałam. Metoda z woskiem jest też dobra aby zachować niezwinięte jesienne liście.

Tu jest kurs jak zrobić różę: KLIK (niestety miałam awarię komputera i nie wiem skąd był pobierany), a to mój bukiet:

1

2

Dzieciaki robiły je razem ze mną. Wymyślały po swojemu sposób łączenia liści i ta podłużna róża na drugim zdjęciu jest zrobiona przez naszą trzy latkę. Kiedyś zbierałam liście, przynosiłam je do domu i robiłam róże, ale powiem Wam, że fajniej jest je robić na dworze, siedząć pod drzewem. Materiał macie wtedy pod ręką i możecie wybrać listki które akurat Wam wpadną w oko, a nożyczki i sznurek czy miedziany cienki drucik zawsze się zmieści do kieszeni czy torebki. Przed nami ostatnie ładne dni, trzeba to wykorzystać, więc zapewne jutro zrobimy jeszcze jeden bukiet. Dołączycie się do nas?

Reklamy

Czy warto myśleć za dzieci? Czy chcesz mieć marudzący cień?

Dzieciaki rosną i ostatnio są coraz bardziej rozbrykane, rozpiera je energia. Czasem podsuwam im jakiś pomysł, zadanie do wykonania aby w domu choć na chwilę zapanowała cisza.Szczerze Wam powiem, że specjalnie nie robię tego codziennie aby nie stały się bierne.   Po co się wysilać i trochę pomysleć, przecież mama pomyśli za nas. Niestety moje drogie czytelniczki i czytelnicy nasze dzieci są do tego przyzywczajane. W szkole mają przekazywaną wiedzę metodami podającymi, gotowe karty pracy, gotowy plan na plastykę. Przynieść to i to i z tego zrobimy to i to, zadania z matematyki muszą być rozwiązane takim  i takim sposobem inaczej nie wolno, ponieważ tego będziecie się uczyć za jakiś czas.

Czy świat się zawali jak dziecko narysuje krzywy domek albo zielonego konia? Czy rysunek dla babci musi zawsze być idealny i taki jaki sobie my wymarzyliśmy? To praca dzieci i ich wprawki w bycie coraz lepszym. Zwracajmy oczywiście uwagę na to, aby kartka była równo wycięta, nie była poplamiona i wybrudzona drugim śniadaniem, aby to co robią robiły starannie i sumiennie. Rozwijajmy logiczne myślenie u dzieci, dajmy im eksperymentować. Wszelkiego rodzaju wykreślanki, kalambury, krzyżówki jeśli nawet wydadzą się nam zatrudne dla dziecka to dajmy mu je. Pobudzi to mózg do pracy, do poszukiwania wiadomości. Jeśli dziecko marudzi, że nie da rady, że nie umie to nie dawajmy dziecku gotowych odpowiedzi. Naprowadzajmy je na rozwiązanie, niech kojarzy fakty. W ten sposób poszukiwane  rozwiązanie zostanie lepiej zapamiętane. Jaką macie pamięć do imion? Zawsze pamiętacie jak Wam się ktoś przedstawi? Czy może są takie sytuacje, że mimo wielokrotnego przedstawienia się i tak ich nie pamiętacie? Zapewne jedne jak i drugie. Zależy to od tego, jakie skojarzenia zostały wytworzone przez nasz mózg. Jeśli zapamiętacie skojarzenia osób, imion z konkretami np. przychodzi do pracy w czerwonej bluzce to Marta, zapach zapiekanek – Piotr,  to nawet po 30 latach będziecie to pamiętać. Jeśli natomiast ktoś by Wam pokazał serię zdjęć, czystych portretów bez znaków szczególnych mówiąc imiona, to szansa na zapamiętanie tych imion jest rzędu kilku procent. Tak samo jest z nauką naszych dzieci.

Nie liczmy na dobre wyniki w nauce a szczególnie w naukach ścisłych jeśli dziecko nie będzie potrafiło sobie wyobrazić pewnych „rzeczy”.  Liczenie na palcach czy liczmanach, liczenie na liczydle, kamykach nie jest złe. Wyobraźmy sobie np. 4*5 jako dwie nogi i dwie ręce na każdej po 5 palcy czyli 20. Czy nie łatwiej skojarzyć potem, że 2*5 to 10 niż wkuć tabliczkę mnożenia?

Wyobraźnia, no właśnie… W kioskach, księgarniach, sklepikach dużo jest książeczek z nalepkami czy naklejkami. Czy to dobry wybór? Sądze, że nie bardzo. Z moich obserwacji wynika, że dzieciaki dążą do jak najszybszego ponaklejania wszystkich naklejek na właściwe miejsca. Treść ksiażeczki to drugorzędna sprawa, zapamiętanie przekazywanych treści? Jakich treści? Może i takie książeczki ćwiczą zdolności manualne, linię oko-ręka, ale czy nie ma lepszych sposobów?

Kartki, kredki, nożyczki, klej, gałganki, włóczki, w naszym wypadku wycięta z bloku technicznego płaska postać lalki. Co z tego powstało?

Podsumowując: poobserwujcie swoje dzieci i wyciagnijcie wnioski. Może warto dać czasem dziecku się pobrudzić czy usmarować klejem? Czasem przeciągajmy moment naszej reakcji na kolejne: Mamo, a ja nie wiem! Mamoooooooooo!. Czasem wystarczy pół minuty aby dziecko wpadło na dobry pomysł. Niestety jak dzieci mają nas „pod ręką” często wyłączają myślenie i dlatego tak ważne jest nie myślenie za dziecko i już od momentu stawiania pierwszych kroków brak nadmiernej asekuracji… ale przecież ono jest jeszcze takie małe.

%d blogerów lubi to: